Jak rozwinąć wyobraźnię… czyli igraszki z gadem

Obiecałem ten tekst w artykule „Skąd się biorą pomysły… czyli co widać w kałuży”. Muszę zacząć od sprostowania podstępnie przemyconej w tytułowym pytaniu tezy. Wyobraźni rozwijać nie trzeba. Sama sobie mknie z prędkością światła, nie oglądając się na nas. Wystarczy ją tylko uwolnić, a potem jedynym zmartwieniem jest nadążenie za nią. Brzmi prosto, bo jest proste… ale nie łatwe. Dlaczego? Bo wymaga odwagi.

„Kreatywność oznacza często prostą, cichą odwagę”
– Scott Berkun

Brzmi trochę zagadkowo (może nawet pompatycznie), ale zaraz wszystko się wyjaśni. Co więc możemy zrobić? Primum non nocere – po pierwsze nie szkodzić. Krótko mówiąc kwestia sprowadza się do tego, jak jej nie przeszkadzać? Na pewno każdy z nas uczestniczył kiedyś w zebraniu. Niektórzy być może w wielu i to regularnie, więc łatwo przypomną sobie ten uroczy klimat dyskusji typu – musimy coś wymyślić. Zazwyczaj na początku pada określenie – mniej lub bardziej dokładne – pożądanego celu, po czym zapada długa cisza… i słusznie, bo w tym momencie należałoby zebranie zakończyć. Później wyjaśnię dlaczego. Niestety zazwyczaj próbuje się tę ciszę przerwać mniej lub bardziej nieśmiałymi propozycjami rozwiązań, każdorazowo ochoczo kwitowanymi bardzo pewnymi stwierdzeniami typu: to już było, nikt tak nie robi, nie da się, to nie nasza sprawa, nie podoba mi się (zarezerwowane zwyczajowo dla szefów), to nic nie da, nie w naszym przypadku etc… Można by wyliczać bez końca. No w tym akurat jesteśmy bardzo kreatywni. Ilość sposobów na wynalezienie powodów niezastosowania pomysłów, albo ich ignorowania (czy wręcz unicestwiania) jest praktycznie nieograniczona i można by temu poświęcić odrębny tekst – co oczywiście zrobię. Aż prosi się by ten trend odwrócić. Musimy dokonać jedynie małej sztuczki:

przechytrzyć gadzi mózg

Lizard - Caro's Lines - CC BY-NC-SA 2.0

Fot. Caro’s lines

Okazuje się, że mamy takie „dziedzictwo” w głębi naszej głowy, nazywane w literaturze gadzim, lub jaszczurczym mózgiem. Pojęcie gadziego mózgu wprowadził amerykański neurolog Paul D. MacLean (w l. 60), a spopularyzował je Carl Sagan w l. 70 w książce – uhonorowanej nagrodą Pulitzera – “Rajskie Smoki” (“Dragons of Eden”). Zgodnie z opisanym tam modelem ewolucji mózgu kręgowców, posiadamy w nim trzy obszary: najwcześniej rozwinięty i położony najbliżej pnia “mózg gadzi” (zwój podstawny ciała migdałowatego), dalej jest układ limbiczny i kora nowa – “najmłodsza”, najlepiej rozwinięta i odpowiedzialna (ujmując to w dużym uproszczeniu) za gromadzenie i analizę informacji, kojarzenie, uczenie się, twórczość i decyzje; to co nas najbardziej interesuje jeśli chodzi o wyobraźnię.

Na tym zakończę wtręt naukowy i nie będę opisywał, gdzie dokładnie jest gadzi mózg i jak wygląda bo i tak, jak przypuszczam, nikt nie będzie próbował się tam dostać, ale łatwo go rozpoznać po działaniu – i to jest dla nas najważniejsze. Jak działa gadzi mózg? Przede wszystkim skutecznie. I nie jest to wcale zła wiadomość. Wyobraźmy sobie sytuację na drodze, gdy jedziemy główną ulicą i nagle z podporządkowanej drogi wyjeżdża samochód wprost przed nas. Czujecie to? Ja to miałem. Na śniegu. Bez ABS-u. Pamiętam dokładnie co się działo po kolei. Te dwie sekundy. Noga automatycznie depnęła na hamulec. Sunę wprost w niego. Szybka myśl – uciekać w bok – więc puszczam hamulec i omijam intruza. Tak go postrzegam. Mijając przeszkodę pojawia się wściekłość, która bierze górę nad przerażeniem Dokładnie widzę intruza i mam do niego „określony stosunek”. Odjeżdżam dalej i wtedy zaczynają drżeć mi nogi, bo dociera do mnie, co zaszło i – przede wszystkim – co mogło zajść. Teraz dopiero jestem w stanie ocenić sytuację i moje reakcje. Na szczęście niezłe.

Tak,tak – gadzi mózg z założenia ma ratować nam życie, bo jego podstawowym zadaniem jest reagowanie na zagrożenia – ich wypatrywanie i uruchamianie odpowiednich instynktów: atak, ucieczka, albo zastygnięcie. Najpierw działa odruch, potem włączają się emocje (układ limbiczny), a na koniec możemy całość przemyśleć, nazwać wydarzenia i nasze odczucia oraz wyciągnąć wnioski. Jak w przytoczonej historii. Takim też szlakiem biegnie impuls od pnia mózgu przez gadzi mózg (ciało migdałowate), układ limbiczny do kory nowej. Jak w automacie przechodzimy przez sekwencję: odruch – emocje – myślenie. Z punktu widzenia biologicznego przetrwania jest to zbawienne. Cieszę się, że nie musiałem analizować opisanej powyżej sytuacji drogowej przed naciśnięciem hamulca i manewrem omijania. Obrona naszego organizmu jest nadrzędna i taki mechanizm to skarb. Więc w czym problem? Problem zaczyna się w sytuacjach, gdzie powinniśmy podejmować przemyślane decyzje, lub użyć wyobraźni zanim “emocje” zakleszczą się na jednym pomyśle czy odpowiedzi. Automatyczna ścieżka oznacza, że instynktowna reakcja i towarzyszące jej emocje tak na prawdę przesądzają o powzięciu decyzji (nieświadomej, obronnej i niepodważalnej). Myślenie służy wtedy już tylko wynalezieniu uzasadnień dla powziętych z góry decyzji. Używamy logiki do racjonalizowania tego, co podpowie nam instynkt, a odpowiednie, gotowe etykietki podsuwają nam uruchomione wcześniej emocje. Zajętego tak stanowiska bronimy jak niepodległości.. co tam niepodległości, jak własnego życia.

Sęk w tym, że w większości sytuacji życiowych, czy społecznych nie chodzi wcale o chronienie naszego ciała, naszego życia – tylko własnego ego. Okazuje się, że jest ono dla nas nawet cenniejsze niż życie. W jaki inny sposób wyjaśnić wyniki wielu badań, w których ludzie stawiali na pierwszym miejscu lęk przed publicznym wystąpieniem, plasując go przed (dużo niżej ocenianym) lękiem przed utratą życia. Oznacza to – jak ładnie skwitował to pewien komik – że każdy z nas, gdyby miał znaleźć się na pogrzebie, wolałby raczej miejsce w trumnie, niż rolę wygłaszającego mowę pogrzebową. Wystawić się na ocenianie przez innych jest gorsze od śmierci. Ochronę ego gadzi mózg traktuje jako swoje nadrzędne zadanie w większości sytuacji życiowych. Prawdziwe zagrożenia życia, powiedzmy sobie szczerze, zdarzają się niezwykle rzadko – wbrew temu co wmawiają nam ubezpieczyciele i często nasze wyolbrzymione wyobrażenia. Można by tu sparafrazować słowa Marka Twaina:

“przeżywamy w życiu wiele tragicznych zdarzeń, z których do paru o mało co by nie doszło.”

W większości spędzamy nasze życie na wypatrywaniu wydumanych zagrożeń dla ego, angażując nasz najbardziej twórczy zasób (korę nową) do racjonalizowania i doskonalenia ulubionych technik gadziego mózgu: odkładania spraw (prokrastynacja), nadmiernej krytyki, zamartwiania się, przesadnej dbałość o szczegóły czy wynajdywania wymówek.

Weźmy przytoczoną sytuację drogową i przełóżmy ją na wspomniany na wstępie schemat zebrania:
– Musimy coś zrobić z kosztami. Spada nam rentowność – zagaja prowadzący zebranie szef.
– Powinniśmy przejrzeć umowy z dostawcami, porównać oferty na rynku i renegocjować ceny – ochoczo proponuje energiczny manager działu rozwoju nowych produktów.
Osoba odpowiedzialna za produkcję widzi w nim intruza wyjeżdżającego z podporządkowanej drogi. Daje więc “po hamulcach”:
– Przymierzyliśmy się do tego w zeszłym roku. Nic nie dało. Straciliśmy przez to kilku wypróbowanych dostawców, którzy gwarantowali nam jakość. Nowi szybko podwyższyli ceny, a słabsza jakość podniosła koszty, w związku z licznymi reklamacjami – i wykonuje  manewr omijania – trzeba szukać ograniczenia kosztów gdzie indziej. Raczej już w fazie projektowania produktów.
– Co proponuje dział rozwoju? – rzuca szef idąc wyraźnie na czołowe.
Młody manager dziarsko wykonuje manewr omijania:
– Przy narzuconych rygorach jakościowych nic nie możemy zrobić.
Wszyscy myślą już tylko o szczęśliwym rozjechaniu się ze strefy zagrożenia. Zebranie kończy się ustaleniem terminu kolejnego zebrania.

Gadzi mózg widzi zagrożenie wszędzie

a zwłaszcza w tym co nieznane i nowe. Broni nas przed jakimkolwiek wychyleniem się i napytaniem sobie biedy. Bacznie wychwytuje i eliminuje wszystko co mogłoby nas wyprowadzić ze strefy komfortu i dobrego mniemania o sobie, a zwłaszcza wystawianie się na ocenę innych. Dlatego na zebraniach nie zabieramy głosu jeśli nie musimy (zwłaszcza w obliczu czołowego zderzenia). Jak już się odezwiemy, to tylko wtedy gdy mamy pewność, że znamy jedną jedyną, poprawną odpowiedź. A własną propozycję zgłosimy dopiero po upewnieniu się, że brak jej jakichkolwiek słabych stron. Oczywiście zazwyczaj to nie następuje i pomysł zgłasza ktoś inny, a nam pozostaje dorzucić nieśmiałe: “no właśnie też tak myślałem”. Niestety szkoła wspiera, wzmacnia i utrwala ten mechanizm – nagradza za słuszne odpowiedzi i skrupulatnie ocenia wszelkie uchybienia i odstępstwa od przekazanej wiedzy. Wyłamanie się z tego schematu i bycie kreatywnym może naprawdę zakrawać na heroizm. Świadome wystawianie się na dyskomfort to prawdziwe bohaterstwo. Ale nie ma rozwoju w strefie komfortu i komfortu w strefie rozwoju.

Jak więc zostać własnym bohaterem?

O tym w innym tekście. Bądźmy w kontakcie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s