Wizja i zmiany… czyli jak nie przegapić okazji

Illinois State Fair_Christine Zenino

Fot. Christine Zenino

Do napisania tego artykułu sprowokowała mnie sytuacja z życia wzięta. Otóż usłyszałem kiedyś argument – w trakcie dyskusji w pewnej firmie na temat podjęcia nowego działania – będący odpowiedzią na pytanie jaka wizja za tym stoi: “wielkie biznesy nie powstają w wyniku wymyślania za biurkiem wizji, tylko przez chwytanie okazji”.
Bardzo byłem wdzięczny za tą prawdę, która uświadomiła mi coś, co czułem intuicyjnie, ale jakoś do tej pory tego nie uchwyciłem tak dokładnie. Otóż uzmysłowiło mi to, że istnieje pewna wyraźna

granica dzielącą wielkiego przedsiębiorcę od przeciętnego kupca

Wiadomo – rentowny biznes musi, koniec końców, być sumą okazji przewyższającą działania neutralne finansowo, bądź chybione. Inaczej nie byłby rentowny. Ale skupianie się na samym łapaniu nadarzających się okazji i skakaniu od jednej do drugiej, wprowadza nas w mentalność czysto kupiecką. Wielkie biznesy zawsze były i są nierozerwalnie związane z wizją. Ona pozwala znajdować sposobności w drodze ku wytyczonemu celowi, a i każda napotkana sposobność – by nie była jednorazową okazją – powinna stawać się elementem wizji. Kupiec pilnuje, by nie przegapić okazji, wizjoner je po prostu tworzy. Poza tym

wizji się nie wymyśla – ją się widzi

“ Wizja bez działania to mrzonka, działanie bez wizji to koszmar ”
– anonim

O samym powstawaniu wizji pisałem w tekście “Jak tworzyć wizję…”, gdzie wspomniałem, że samo patrzenie w przyszłość nie wystarcza – żeby coś tam zobaczyć potrzeba odwagi i wyobraźni, ale przede wszystkim otwartości na zmiany i nowe możliwości. Potrzebny jest odpowiedni sposób myślenia.

Zazwyczaj mamy tendencję – zwłaszcza w obliczu zadań, czy problemów – do podążania po utartych ścieżkach myślowych. I nie jest to żadna przywara, tylko czysta biologia. Mózg, jak cały nasz organizm, jest zaprogramowany na działanie ekonomiczne, oszczędzając energię kiedy tylko się da. Nie może więc dziwić fakt, że kiedy tylko to możliwe przełącza nas na automatycznego pilota. Nawet jeżeli – w przypływie fantazji i szaleństwa – staramy się wybiec poza utarte schematy, dalej podążamy po znanych sobie wzorcach i skojarzeniach. Mniej używanych na co dzień, ale dalej opartych na doświadczeniu, wyuczonych schematach i sprawdzonych skojarzeniach. Znakomicie ilustruje to stara sztuczka z 3 pytaniami na szybkie skojarzenia:

owoc, kolor, poeta

dzięki której możemy pochwalić się umiejętnością czytania w myślach, bo 90% pytanych odpowiada identycznie. A jak? – zdradzę to na końcu tekstu, byś mógł sam porównać swoje skojarzenia. Albo podam od razu – dla mniej cierpliwych (w tym mnie samego) – jabłko, czerwony, Mickiewicz. Jeśli twoje skojarzenia odbiegły od wzorca to gratuluję, masz inny zakodowany wzorzec niż 90% populacji… ale dalej jest to zakodowany wzorzec. Przy kolejnym tego typu pytaniu mózg szybko sięgnie po te same skojarzenia. Po co marnować energię? Zresztą na co dzień jest to wręcz błogosławieństwem. Wyobrażacie sobie konieczność wymyślania co rano sposobu na umycie zębów? Albo odkrywanie na nowo, podczas jazdy samochodem, sposobu posługiwania się biegami, kierownicą, gazem, sprzęgłem i hamulcem – wszystko niezależnie i jednocześnie. A to tylko obsługa samego auta. Do tego ciągle nowe odkrycia związane z poruszaniem się innych samochodów względem siebie i nas względem nich. Na szczęście mamy wszystko wyuczone na kursie i wypracowane w praktyce przez ciągłe powtarzanie: w kółko i w kółko. Nawet nie wiemy kiedy to robimy. Ta sama zasada dotyczy również naszych działań zawodowych, w tym biznesowych. Indywidualnie i grupowo – jako zespoły i organizacje – mamy tendencję do powtarzania w ten sam sposób tego, co nam wychodzi dobrze. Dopóki nie zderzymy się z problemem, nawet nie zastanawiamy się nad tym, jak moglibyśmy zachować się inaczej.  W praktyce wygląda to mnie więcej tak:

Kółko operacji copy

A co się dzieje, gdy natrafimy na problem? Automatycznie staramy się przywrócić pożądaną równowagę.

Kółko operacji 1 copy

Szybko szukamy ustalonych rutyn, procedur, czy sprawdzonego rozwiązania i życie toczy się dalej – czyli w kółko.
Bardzo dobrze, gdy rzecz dzieje się w armii, na pokładzie statku albo samolotu, w gabinecie lekarskim lub dentystycznym, podczas akcji ratunkowej, czy kontroli technicznej urządzeń. Tutaj od szybkości znajdowania konkretnej, prawidłowej odpowiedzi zależy bardzo wiele. Główny cel to zachowanie – bądź przywrócenie – status quo. Świetnie sprawdzają się tu ludzie działający odtwórczo, sprawnie i perfekcyjnie. Ale niestety mogą niewiele pomóc, gdy w grę wchodzi działanie nastawione na rozwój. A nawet jak nie jest świadomie nastawione, to życie samo go wymusi. Rozwój jest przecież immanentnie związany z wszelkimi przedsięwzięciami i tylko on gwarantuje przedsięwzięciom sukces, a firmom przetrwanie – nie koniecznie w czasie kryzysu, choć wtedy szczególnie . A przecież każdy wie, że…

nie ma rozwoju bez zmian

Co więc, gdy szukamy możliwości rozwoju?
Opisana wyżej pętla przypomina trochę los pijaka, ze starego dowcipu, chodzącego po omacku wokół betonowego słupa ogłoszeniowego i krzyczącego – Ratunku! zamurowali mnie! A przecież to takie proste: odwrócić się i pójść w wybranym przez siebie kierunku. Proste – ale nie w działaniu odtwórczym.
Potrzebne jest twórcze podejście, z wyobraźnią i wizją. Tam gdzie osoby odtwórcze natrafiają na problemy – twórcze widzą możliwości.

Kółko operacji 2 copy

Mało tego. Twórcze podejście pozwala na świadome szukanie sposobności do nowych rozwiązań, zanim pojawią się jako problemy. Takie pro aktywne działanie gwarantuje zmiany, a za tym rozwój, co w efekcie przekłada się na to co nazywamy sukcesem.

Często czytamy o przełomowych odkryciach – czy to naukowych, czy technologicznych, czy trendów w biznesie – i lubimy ekscytować się rolą przypadku, któremu przypisujemy w nich decydującą rolę. Newton, któremu spadające jabłko uświadomiło istnienie grawitacji; Pasteur, który użył, wbrew swoim praktykom, starych próbek; Fleming, któremu zalęgła się pleśń, Roentgen pozostawiający niechcący przedmioty. Przypadkowi przypisujemy też powstanie rozrusznika serca, znieczulenia, zapięć rzepowych, kuchenki mikrofalowej, dynamitu, czy zwykłych płatków kukurydzianych. Można by wyliczać jeszcze długo. Ale przecież Newton nie był pierwszym, ani ostatnim, uderzonym czymś w głowę. Ani Nobel jedynym, któremu coś się rozlało. Nie wspomnę już o rzeszach posiadaczy zapleśniałych produktów. Ale jakoś przełomy nie rodzą się w każdym z takich przypadków i nie u każdego. To nie kwestia przypadku. Rzecz w aktywnym

podążaniu w kierunku możliwych odpowiedzi

…nieustannie zadając pytania (będę to często powtarzał). Wszyscy przytoczeni odkrywcy zmierzali w obranym kierunku, mieli jakąś wizję – mniej lub bardziej wyraźną – przynajmniej w postaci nakreślonego kierunku. Wiedzieli oni dokąd zmierzają. Przypadkowe było tylko wytrącenie ich z rutyny, z powielania tego co już wiedzieli i potwierdzania tego, czego należało się spodziewać. W zderzeniu z “przypadkiem” nie szukali odpowiedzi na pytanie: “co w tej sytuacji należy zrobić?” (plaga zebrań), tylko jaką inną drogą pójść w wytyczonym kierunku. A często zobaczyli po prostu nowy kierunek. Nową wizję. By osiągnąć cel w przyszłości, trzeba ją najpierw zobaczyć w swojej wyobraźni.

“ Jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, to możesz trafić zupełnie gdzie indziej”
– Yogi Berra

Żeby dokądś pójść trzeba mieć dokąd – chyba że zakładamy chodzenie w kieracie i w tym widzimy swój cel.

Bądźmy w kontakcie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s