Rozejm z ego… czyli o niespoczywaniu na laurach

Dzisiaj już ostatni “rozrachunkowy” (nie mogę jakoś uciec od finansowych porównań) odcinek, który przekształcił się w relację z wojny. Nie oznacza to, że kończę wątek poświęcony pięknemu zagadnieniu prokrastynacji – czyli mówiąc prościej: notorycznemu odwlekaniu. A praktycznie to ujmując – wiecznemu składaniu samemu sobie obietnic. Zagadnienie to będzie się dalej pojawiać z prostej przyczyny (dla której właśnie je umieściłem): tworzenie to zmiany, a nie ma zmian bez działania. Dodatkowo mam świadomość, że jeśli chce się cokolwiek zmienić, trzeba zacząć od siebie:

“Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”
– Mahatma Gandhi

Być może “sztuka” odwlekania doczeka się osobnej “zakładki” (temat jest na prawdę wart osobnego potraktowania) bo trudno by strona poświęcona , jakby nie było, zmianom sama im nie ulegała.

Fot. Madison Berndt / flickr.com

Fot. Madison Berndt / flickr.com

Ale wracając do mojej relacji z wojny z ego, od razu uprzedzę, że nie było w niej wygranych ani przegranych . Wojny toczonej z samym sobą wygrać nie można, bo byłoby się jednocześnie pokonanym. Taki mały paradoks. Więc skończyła się najlepiej jak można było – rozejmem. Na czym on polegał za chwilę. Najpierw o tym jak do niego doszło.
Generalnie z analizy pól ego wynika, że dopadło mnie ono najbardziej w kwestii próżności. Pole “szpanu” było moim najsłabszym ogniwem. Zdecydowanie.

Czytaj dalej

Oczekuj nieoczekiwanego… czyli spirala innowacji

„Jeżeli nie oczekujesz nieoczekiwanego, nieoczekiwanego nie znajdziesz, gdyż trudno je wytropić i objąć”
– Heraklit (tłum. Adam Czerniawski)

Fot. Martin Haesemeyer

Fot. Martin Haesemeyer

By osiągnąć cel w przyszłości, trzeba ją najpierw zobaczyć w swojej wyobraźni – tak pisałem w jednym z poprzednich artykułów („Wizja i zmiany… czyli jak nie przegapić okazji”). No dobrze – można by powiedzieć – co innego odkrywcy, poszukiwacze, czy marzyciele, a co innego pragmatyczna praktyka biznesu. Wiadomo firmy żyją z robienia tego co potrafią najlepiej. Każdy z pracowników stara się robić jak najlepiej to, czego oczekuje od niego firma.  Dzięki temu firmy się umacniają, pracownicy awansują, rosną przychody i zadowolenie – jednych i drugich. Nie ma wątpliwości. Ale nie ma też wątpliwości, że firmy rozwijają się dzięki adaptacji do zmieniających się warunków. A prawdziwą przewagę zyskują te firmy, które do zmiany są zawczasu przygotowane. Jak np. Shell w okresie potężnego kryzysu paliwowego w l. 70-tych (embargo krajów OPEC na dostawy ropy). Wygrywają zaś ci, którzy potrafią te zmiany sprokurować – jak Sony z radiem tranzystorowym, walkmanem, czy płytą CD. Do tego profesjonalizm, rzetelność i perfekcja w codziennej praktyce nie wystarczą. Nie oznacza to, że potrzeba jasnowidzów, by być w tej grupie wybrańców. Rzecz w aktywnym poszukiwaniu przyszłości, a raczej możliwego w przyszłości rozwoju wydarzeń i związanych z nimi wyzwań oraz podążaniu w kierunku potencjalnych odpowiedzi i rozwiązań („Jak tworzyć wizję…”) .

Czytaj dalej