Pomysł na zmiany… czyli jak zmienić podejście do pomysłów

(artykuł powstał dla strony „Zmiana zawodowa” – poświęconej coachingowi kariery  – stąd skupia się na szukaniu nowych pomysłów w tym obszarze, niemniej podane zasady są uniwersalne)

Zmiany w życiu są i zawsze będą – bo samo życie to nieustanne zmiany. Nic na to nie poradzimy. Mamy jednak wpływ na nasze podejście do zmian. Czy będziemy czekać na to “co przyniesie życie”, czy też sami je wyprzedzać i prowokować zmiany. Jestem za tym drugim podejściem. Powiedzmy sobie szczerze – życie jako takie zmian nie przynosi i jest to tylko eufemistycznym określeniem zdawania się na to, co zrobią za nas inni. Za nas, ale w sprawach dotyczących nas. Lepiej chyba samemu mieć na to wpływ. Zgodnie ze znanym powiedzeniem:

najlepszym sposobem na poznanie przyszłości jest jej tworzenie

Fot. N.Huisman / Flickr.com

Fot. N.Huisman / Flickr.com

A najlepszym sposobem na jej tworzenie jest jej wymyślanie. Żeby wymyślić trzeba być kreatywnym, trzeba mieć pomysły. Od razu mam tu dwie wiadomości: dobrą i jeszcze lepszą. Dobra to taka, że każdy jest kreatywny (choć czasem faktycznie może o tym nie wiedzieć), a ta jeszcze lepsza – ilość pomysłów, które możemy stworzyć na dowolny temat jest praktycznie nieograniczona. Można mieć dowolny pomysł na samego siebie. Zapewniam. Nie oznacza to, że nie ma ograniczeń. Tyle, że są to ograniczenia stawiane przez nas samych i jeśli tylko nauczymy się ich unikać, nie będzie takiego miejsca, w którym zatrzymałaby się nasza kreatywność – sky is the limit, czyli “na koniec świata i jeszcze dalej!”.
No dobra – zapytasz – to jak samemu nie stawiać ograniczeń? Uuuu – możliwości jest naprawdę bardzo dużo (i ich wymyślanie, to też kwestia kreatywności), znowu można by rzec sky is the limit. Ponieważ nieskończoności nie da się objąć, a kilka rzeczy jak najbardziej – szczególnie w jednym artykule – podam parę możliwości, a dalej już sam będziesz wiedział co z tym zrobić.

Z góry uprzedzam – zasada “trzeba bardzo chcieć” tu nie działa. To nie jest kwestia motywacji. Proponuję prosty eksperyment (przerobiony kiedyś na sobie samym): przez dwa tygodnie, codziennie wymyślaj 10 pomysłów na samego siebie – co potencjalnie mógłbyś robić? Jakie zajęcia przychodzą ci do głowy w kontekście własnej osoby? No chyba większej motywacji być nie może; mówiąc obrazowo “walczysz” o własne życie. Tylko 10 przez cały dzień. Na ogół okazuje się to jednak nie takie proste. Zapewne już doświadczyłeś tego problemu, dlatego trafiłeś na ten artykuł.

Najpierw proponuję by się przyjrzeć co nas blokuje? Jak to jest, że czasami mamy pomysły na tematy nas nie dotyczące i możemy podsuwać je innym, a brak ich w sprawach kluczowych dla nas samych. Przede wszystkim myślimy automatycznie w kategoriach własnych doświadczeń, a one “ustawiają” nasz punkt widzenia i zakreślają horyzont – zazwyczaj bardzo wąsko. Myślimy z perspektywy wykonywanych dotychczas zajęć, zdobytych już kwalifikacji i przychodzi nam na myśl to, za co pracodawcy lub klienci skłonni byli dotychczas płacić. Nasze skojarzenia krążą automatycznie wokół dotychczas zajmowanych stanowisk i aktualnych ofert pracy. No może jeszcze zasłyszanych zajęć lub stanowisk. Bądźmy szczerzy – bardziej szukamy w pamięci niż w kreatywnych zasobach. Patrząc cały czas z dotychczasowej perspektywy robimy dokładnie jak Puchatek – “im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”.

Spójrzmy na sprawę z innej strony

Zmiana perspektywy otwiera nam na nowo wszechświat, tam gdzie wydaje się nam, że trafiliśmy na ścianę. Wcale nie przesadzam. W patrzeniu na problem szybko znajdujemy się w sytuacji ślepców (ze starej hinduskiej historyjki), którzy badali po omacku słonia – każdy z innej strony – i każdy, opisując zwierzę z własnej perspektywy, był przekonany, że pozostali mówią o całkiem różnych stworzeniach: jak filar, jak wąż, jak ściana, jak lina, jak gałąź, jak wachlarz – każdy opisywał, tak jak to odbierał. Perspektywa, która teraz wydaje ci się jedyna (bo oczywista), tak naprawdę jest jedną z wielu. Powiedzmy (w przenośni), że w swoich poszukiwaniach natrafiłeś na wysoką ścianę, ciągnącą się od horyzontu do horyzontu (jak chiński mur) – ani obejść ani przeskoczyć. Pomyśl jak to wygląda z góry? – to jakiś krawężnik, po prostu dać krok. A patrząc z boku? – to jakiś słup, można obejść i z lewej i z prawej. Droga wolna.

Niemożliwe jest, by na jakiś problem nie było rozwiązania. Ale jest prawdopodobne, że go nie widzimy

Przenośnia przenośnią, ale nie ma to jak przykłady z życia. Jaka jest połowa z trzynastu każdy dobrze wie: 6,5 – łatwe. Ale gdyby to było takie łatwe, nie pojawiałoby się jako zagadka (choć coraz bardziej znana – pochodzi z książki M.Michalko “Thinkertoys” – to niezmiennie zaskakuje) . Jakieś jeszcze pomysły na rozwiązanie? Tak, może być jeszcze inna połowa z trzynastu. A jakbym zapytał  jakie są wszystkie możliwe rozwiązania? Tak, rozwiązań może być wiele i tylko od twojej fantazji zależy ile ich zaproponujesz.
No właśnie – wszystkie możliwe rozwiązania. Jeśli będziemy patrzeć z typowej, wyniesionej ze szkoły perspektywy i podzielimy liczbę 13 przez 2, to nic nowego nie znajdziemy. Poszukajmy więc innych perspektyw. Jak można jeszcze podzielić 13 na dwie połowy? Na przykład pionową kreską… i mamy dwie kolejne odpowiedzi: 1 i 3. A kto powiedział, że chodzi o liczbę 13. Przecież może być słowo. No i mamy dwie kolejne propozycje: “trzyn” i “aście”. A jak jeszcze można zapisać trzynaście? Np. jako liczbę rzymską. No i kolejne dwie odpowiedzi: XI i II. Zmieńmy jeszcze perspektywę podziału XIII – z pionowej na poziomą. No i mamy VIII jako kolejną połowę z trzynastu. To już osiem odpowiedzi, a gwarantuję ci, że to nie koniec możliwości.
Podsumujmy – zwiększyliśmy ośmiokrotnie liczbę dobrych rozwiązań tylko dlatego, że zamiast starać się utrafić z odpowiedzią, zaczęliśmy szukać wszelkich możliwości znalezienia różnych  pomysłów na rozwiązanie. Wystarczyło zacząć podważać pewniki: co to znaczy “trzynaście”? co to znaczy podzielić? co oznacza połowa?
Teraz pomyśl jak mógłbyś przełożyć to na swój rzeczywisty problem? Widzisz nowe możliwości?

Z zagadki tej płynie jeszcze jedna nauka. Za pewnik przyjęliśmy, że chodzi o działanie 13 : 2 = ?. A przecież w pytaniu nie ma żadnych wskazań, żadnych ograniczeń. Sami sobie je postawiliśmy. No właśnie – sami sobie to robimy, zakładając z góry, że musimy znaleźć jedyną dobrą odpowiedź i jak najszybciej wywiązujemy się z tego zadania, poprzestając na  oczywistym, znanym rozwiązaniu. Tak każe nam doświadczenie.

W świecie doświadczeń widzimy głównie ograniczenia, w wyobraźni – same możliwości

Dlaczego by nie przejść więc od razu do wyobraźni? “Przeskoczyć” w jakiś sposób doświadczenie.

Wystarczy tylko nie oceniać

Proste, ale niełatwe. Jednak do wykonania – trzeba tylko się pilnować.
Pewnie nie raz pomyślałeś: “nie wyobrażam sobie co jeszcze mógłbym robić”… No właśnie – czy aby na pewno rzeczywiście sięgamy do naszej wyobraźni? Bardziej jednak myślimy i oceniamy niż sobie wyobrażamy.
Proponuję kolejne ćwiczenie. Spisz szybko wszystkie  zmyślone zawody, jakie tylko przyjdą ci do głowy. Zmyślone, więc nie powinno cię nic ograniczać. Pamiętaj – żadnego oceniania. Szybkość ma tu znaczenie – wymyślaj i zapisuj, zanim rozsądek zacznie oceniać. Jak poszło? Moje ulubione przykłady to: producent szczęścia, dietetyk dinozaurów i projektant chmur… jak szaleć to szaleć. No właśnie – trzeba zaszaleć. Zejść z obłoków na ziemię zawsze możemy. Gorzej w drugą stronę. Alex Osborn (twórca koncepcji “burzy mózgów”) mawiał, że łatwiej poskromić najdzikszy pomysł, niż tchnąć życie w martwy. Dlatego

im bardziej szalone pomysły tym lepiej

„Jeśli z początku pomysł nie wydaje się absurdalny, to nie ma dla niego nadziei”
– Albert Einstein

Nie chodzi tu tylko o zabawę z własną wyobraźnią. Z tego mogą wyjść naprawdę ciekawe i przydatne rzeczy. Wystarczy trochę pokombinować. Spróbujmy zejść z obłoków i sprawdzić co mógłby nam dać taki “projektant chmur”. Chmury są malownicze, tworzą się i znikają, rozwijają się i przekształcają w różnych kierunkach i na różne sposoby… są jak trendy, mody i gusta. Bycie projektantem chmur to tak jak starać się nakreślić coś nieprzewidywalnego i stale zmieniającego się – jak przewidywacz trendów. Jest takie zajęcie – “trendwatcher”, a jeszcze niedawno go nie było (nie ma nawet oficjalnej polskiej nazwy). Z obłoków na ziemię był tylko krok. A propos trendów – co stoi na przeszkodzie by przewidzieć trendy i samemu sobie wymyślić zawód, którego jeszcze nie ma, ale być może się pojawi na niego zpotrzebowanie? Ja już to zrobiłem – “czarodziej zmian” (cokolwiek sobie pomyślałeś, to pamiętaj: nie oceniamy). Z tego co wiem jestem pierwszy i traktuję to całkiem serio, kierując się własna dewizą:

“być może i cudów nie ma, ale na pewno cudownie jest próbować”

Przyszłość to idealne miejsce do szukania pomysłów. Nie ogranicza nas nic – zwłaszcza doświadczenie, rozwaga i ostrożność. Przyszłość możemy tworzyć dowolnie. Potem wystarczy ją zakotwiczyć w teraźniejszości – idąc od końca pomyśl, co musiałoby się zmienić, by taka przyszłość nastąpiła. Krok po kroku w tył, aż dotrzesz do tego co możesz zrobić zaraz, by udać się w tym kierunku.

Tylko pamiętaj – nie zadowalaj się paroma propozycjami. Niestety znowu działa tutaj oszczędność naszego umysłu, który podsuwa na początku rzeczy znane i oczywiste, zazwyczaj mało odkrywcze. Najpierw te “pewne” i najbardziej prawdopodobne. Potem mniej oczywiste i racjonalne, ale nadal znane (mniej lub bardziej świadomie). Dopiero za tym kryje się prawdziwy przełom. Dotrzyj tam:

ustal sobie zadaną ilość pomysłów

“Najlepszym sposobem by mieć dobry pomysł, jest mieć ich mnóstwo”
– Linus Pauling

Fot. Chris Potter / flickr.com

Fot. Chris Potter / flickr.com

Podobnie twierdził Edison – chyba najbardziej twórczy innowator w historii. Miał zwyczaj wyznaczania swoim pracownikom i sobie minimalną ilość pomysłów na każdy dzień. Sobie zaś ustawił poprzeczkę na wysokości minimum jednego małego wynalazku w ciągu 10 dni i jednego przełomowego w okresie 6 miesięcy i konsekwentnie tego się trzymał. Prosta sprawa – żeby wybrać coś dobrego, trzeba mieć z czego wybierać. Dodatkowo zmuszasz się do ciągłego szukania czegoś nowego. Nie tylko rozwiązania, ale i nowego sposobu patrzenia, myślenia i kojarzenia. Wyznacz więc sobie limit – minimum 40-50 pomysłów, nie mniej. Ale im więcej, tym lepiej. Nie powinno być problemów, przecież przestałeś oceniać i nie straszne ci nawet najbardziej zwariowane pomysły. Szalej dalej. Jeśli jednak na prawdę utknąłeś przed metą, włącz “turbodoładowanie”

modyfikuj już istniejące pomysły

Przeglądaj swoją listę – wszystko zapisujesz, prawda? Nie? No to koniecznie musisz wyrobić w sobie ten nawyk. Niestety kolejna oszczędność naszego umysłu polega na zdolności przyjmowania informacji tylko w małych porcjach: ok. 7 danych na raz (dlatego nie nastręczało większych trudności zapamiętywanie numerów stacjonarnych telefonów, gorzej jest natomiast z komórkowymi), które są następnie nadpisywane przez napływające nowe informacje. Małe są więc szanse by odtworzyć całość informacji, którą uznamy za wartą zapamiętania, choćbyśmy nie wiem jak się zaklinali. Niestety, pomysły są ulotne i łatwo je stracić. A wszystkie są cenne. Dlatego nie walcz z własną naturą, tylko jej pomóż – nie rozstawaj się z notesem. Mam ich wiele, praktycznie w każdym pomieszczeniu i skrupulatnie staram się wszystko zapisywać. Co prawda nie pamiętam, co w którym jest, ale to nic. Choć poleży, to nie zginie. Nie chodzi przecież o jedną, jedyną, prawdziwą, natychmiastową odpowiedź, a o pomysły. Zawsze mogę przejrzeć któryś z notesów i mieć skarbnicę gotowych propozycji (nadbudowując, modyfikując i szukając nowych skojarzeń). Jak ci wpadnie coś pod prysznicem, zrób z tego rymowankę i ją powtarzaj (a jeszcze lepiej nuć na znaną melodię) – jest duża szansa, że przetrwa w pamięci przez jakiś czas. Jeszcze raz podkreślam:

wszystko zapisuj

Przeglądaj więc swoją listę i twórz nowe pomysły na bazie tych, które masz. Zmieniaj perspektywę, kontekst, funkcjonalność, punkt dojścia, punkt wyjścia itd. Znowu sky is the limit. Szybko notuj skojarzenia – bądź szybszy od własnego osądu.

No to teraz możesz wrócić do eksperymentu z 10 pomysłami dziennie. Prawda, że dziecinnie łatwe? Mówiłem, że można mieć dowolny pomysł na samego siebie. Od ciebie tylko zależy co sobie wymarzysz i na co się zdecydujesz. Oczywiście to jeszcze nie koniec drogi bo za tym pójdą kolejne wyzwania – jak na tym zarobić, jak znaleźć odbiorców, jak rozwinąć to w dochodowy biznes etc. Ale i z tym można sobie poradzić.

Nie ma rzeczy skomplikowanych – wszystko można rozłożyć na elementy pokazujące całą prostotę. Ale czasami bywają rzeczy trudne i tylko od nas zależy, czy je takimi pozostawimy

Rozłóż więc wyzwanie na najprostsze elementy. Chyba, że chcesz to zostawić jako trudną sprawę. Wybór należy do ciebie.

Na koniec rada – co najlepiej zrobić na początku.
Zanim zaczniesz wyważać drzwi, sprawdź co za nimi jest, dokąd prowadzą. Spróbuj dobrze określić sam problem. Dlaczego jest on dla ciebie problemem? Dlaczego teraz chcesz go rozwiązać? A jak było przedtem? A jak będzie gdy problem rozwiążesz? Dlaczego do tej pory nie rozwiązałeś? Dlaczego chcesz znaleźć rozwiązanie? Co cię powstrzymuje przed rozwiązaniem? Co cię powstrzymuje by pozbyć się tej przeszkody? itd, itd… Czasami rozwiązanie jest w samym problemie – trzeba tylko zmienić perspektywę. Należy pamiętać, że z natury bardzo lubimy wyważać otwarte drzwi.

Więcej o tym w kolejnym artykule. Bądźmy w kontakcie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s