Akcja innowacja… czyli co firma ma w genach

“Jeśli chcesz czegoś nowego, musisz przestać robić coś starego”
– Peter F. Drucker

Co to jest innowacyjność? Według mnie jej definicję można ująć w trzech słowach: urzeczywistnianie nowej wartości. Czyli przekuwanie w realia tego co nowe i wartościowe.

Fot. Christopher S. Penn / flickr.com

Fot. Christopher S. Penn / flickr.com

Oczywiście ta nowa wartość nie bierze się z powietrza (choć podobno banki potrafią właśnie stamtąd kreować ogromne wartości) i stoją za tym konkretne działania ludzi, pozwalające tej nowej wartości zaistnieć. A to z kolei jest możliwe dzięki ich kreatywności, czyli umiejętności tworzenia tego co nowe i użyteczne. Jeśli coś jest nowe – i siłą rzeczy jeszcze tego nie ma – aby zaistnieć, musi najpierw się pojawić w czyjejś wyobraźni. Wychodzi proste równanie:

innowacyjność = wyobraźnia stosowana

Wygląda to tak prosto, ale jednak praktyka pokazuje, że nie jest to takie łatwe, skoro tworzy się wokół tego całe programy, koordynuje działania i angażuje ogromne środki (np. fundusze unijne). Patrząc na wyniki badań dotyczących innowacyjności w firmach – przeglądy Boston Consulting Group, czy przeprowadzane przez firmę Booz Allen Hamilton badania wśród europejskich i amerykańskich przedsiębiorstw, GE Global Innovation Barometer,  czy też raporty obejmujące firmy z “Fortune 500” – widzimy, że mniej więcej 90% szefów firm stawia innowacyjność jako jeden z priorytetów dla swoich przedsiębiorstw. No i wcale nie ma w tym nic dziwnego. Firmy są po to by generować wartość, a klienci bardzo chętnie nagradzają innowatorów płacąc wyższe ceny za nowości (pamiętacie te czasy, kiedy klienci płacili za telewizor plazmowy tyle co za samochód?). Innowacyjność nie jest modą, ani “dobrym tonem”. Jest po prostu koniecznością. Dodatkowo wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że przyszło nam żyć w czasach kolejnego przełomu – przejścia od gospodarki informacyjnej do gospodarki opartej na kreatywności. Nie wystarczy przekazywać i gromadzić wiedzę i informacje. Trzeba z nich robić twórczy użytek. Dlatego większość szefów deklaruje innowacyjność jako jeden z kluczowych elementów ich strategii.

Jak to wygląda w praktyce? Co się dzieje jak już firmy zdołają sobie uświadomić wagę innowacyjnych zmian? – bo nie czarujmy się, tak jak wszyscy (jako osoby) jesteśmy w jakimś stopniu oporni na zmiany, tak samo i organizacje muszą się z nimi oswoić. Najpierw udają, że nie dostrzegają sygnałów z rynku. Potem je bagatelizują, licząc że same miną, albo że to ich nie dotyczy – to inni powinni się przystosować; my damy sobie radę, skoro dotąd świetnie sobie radziliśmy. Wystarczy robić to samo, tylko bardziej. Oswojenie następuje w chwili wzięcia pod uwagę, że może warto by się temu przyjrzeć; może by coś zrobić. Co się zazwyczaj robi? Stawia na inwencję i kreatywność zespołu. Skoro pracownicy z natury są kreatywni, to w naturalny sposób ta kreatywność powinna się przekładać na innowacyjność firmy. Dajmy się im wyszumieć – czyli

stawianie na spontaniczność

Coś się spontanicznie zadzieje i – niestety – równie spontanicznie zaniknie. Firma przejmuje wówczas inicjatywę tworząc formalne struktury. Firmy to uwielbiają, bo tak są przyzwyczajone funkcjonować. Wyznacza się odpowiedzialną osobę, wpisuję w drabinkę hierarchii odpowiednie struktury i ma działać. Zazwyczaj nie działa. Więcej – może nawet popsuć to co już działało (jak w przytoczonym tu przykładzie Sony). W międzyczasie zaczynają się podejrzenia, że może jednak przesadziliśmy z tą wiarą w możliwości pracowników. Organizuje się więc szkolenia z kreatywności. No teraz to wręcz muszą odpłacić się konkretnymi efektami – daliśmy wam szanse, pokażcie teraz co potraficie.
Po raz kolejny podkreślę – z kreatywności szkolić nie trzeba – wszyscy jesteśmy kreatywni. Jesteśmy z natury stworzeni do tego by tworzyć. Należy jednak szkolić, jak tę kreatywność wykorzystywać do osiągania zamierzonych celów (wyobraźnia stosowana!). I dotyczy to zarówno zespołów jak i szefów. Może przede wszystkim szefów. Nie jest to żaden przytyk ani ironia. Czysty pragmayzm. Jeśli dla 90% procent szfów innowacyjność jest priorytetem i jednocześnie tylko co dzisiąty jest zadowolony z jej efektów, to wniosek jest oczywisty – 80% szefów zadaje sobie pytanie: co zrobić by firma korzystała na codzień z kreatywności i innowacyjności swoich pracowników.

Oczywiście można by się spierać: czy to pracownicy powinni uczynić firmę innowacyjną, czy raczej firma powinna stać się miejscem, w którym pracownicy będą mogli pokazać swoje możliwości w tym zakresie? Robi się z tego klasyczny dylemat co pierwsze: kura czy jajko? Ale tylko pozornie. Dla mnie sprawa jest prosta:

inicjatywa jest po stronie firmy 

i to od niej trzeba zacząć. Nie ma takiej możliwości by firma, chcąc na serio skorzystać z innowacyjności, nie znalazła nikogo kreatywnego w swoim zespole (powtarzam – wszyscy jesteśmy kreatywni!) A z każdej grupy, wcześniej czy później, wyłoni się lider. Natomiast często się zdarza, że “samorodni” liderzy zmian w firmach natrafiają na brak zainteresowania, w najlepszym przypadku, lub na bariery – w najgorszym, choć wcale nierzadkim. Wystarczą niepisane, ale ugruntowane zwyczaje, zasady czy procedury lub nawet domniemane i niezweryfikowane opinie, by skutecznie powstrzymać jakąkolwiek inicjatywę. Co prawda firmę tworzą ludzie, ale działają oni w otoczeniu, które stworzyła firma – formalne i nieformalne reguły postępowania, które składają się na jej kulturę. One determinują nie tylko sposoby postępowania, ale także myślenia i podchodzenia do problemów i szukania nowych możliwości. Wpływają nie tylko na to co robimy, ale też czego nie robimy: nie ryzykujemy, nie błądzimy, nie szukamy problemów (a za tym nowych możliwości) itd. Trudno wymagać od ludzi elastyczności, “błądzenia” w sferze alogiczności i przypuszczeń, godzenia się na niejednoznaczność czy ryzyko pomyłek i nieskuteczności (nieodłączne elementy kreatywnści i pomysłowości), gdy firma sama nie jest w stanie taka być, czy nawet tego akceptować. Na ogół wręcz koncentruje się na ograniczaniu ryzyka, angażując w to ogromny wysiłek i spore środki. Paradoksalnie właśnie

umikanie ryzyka związanego ze zmianami rodzi największe ryzyko

“Zmieniaj się zanim będiesz musiał się zmienić”
– Jack Welch

Ludzie, by działać z zaangażowaniem i na miarę swojego potencjału, potrzebują widzieć cel, sens, możliwości i efekty. Może przede wszystkim efekty. Są w stanie wyzwolić z siebie dużo więcej jeśli wiedzą, że będzie ciąg dalszy. Niestety firmy w większości przypadków przyzwyczajają do tego, że nie ma żadnego dalszego ciągu. Trudno więc się dziwić pracownikom, że się nie angażują. Małe są szanse, że wyjdą wtedy poza ostrożne i oczywiste rozwiązania, zawaleni bieżącymi obowiązkami. Najpierw musi być wsparcia ze strony kierownictwa, poparte przemyślanymi roziwązaniami organizacyjnymi, a dopiero potem mogą zadziałać jakiekolwiek akcje zachęcające do innowacyjności. Inaczej na akcyjności się skończy. Samo zachęcanie musi być jednym z elementów tych przemyślanych rozwiązań – czyli musi być też przemyślane od początku do końca. Nie chodzi tu tylko o pieniądze, choć bez nich się nie obejdzie. Dla pracowników ważna jest też możliwość sprawdzenia się, spróbowania czegoś nowego, zdobycia nowych doświadczeń w atrakcyjnych projektach i poszerzenia wiedzy. No i – jeszcze raz podkreślę – zobaczenie efektów swojego zaangażowania. Firma musi umieć zarządzać zgłaszanymi pomysłami i je wdrażać.

Fot. Arenamontanus / flickr.com

Fot. Arenamontanus / flickr.com

Z przytoczonych badań wynika, że tylko 10% firm stosuje konkretne procesy szukania twórczych rozwiązań, wyposaża ludzi w metody służące innowacyjności i ma programy wdrażania jej efektów i mierzenia ich skuteczności. Słowem co dziesiąty szef wie jak zarządzać innowacyjnością. Bez odpowiedniego zarządzania zawsze będzie ryzyko “akcyjności”, czy poczucia spełniania czyjegoś “widzimisię”. Firma musi

mieć to w swoim DNA

Samo zadeklarowanie innowacyjności i kreatywności, przez zgrabne wplecenie ich w ładnie sformułowany opis wizji czy misji, nie wystarczy. Będzie tylko pobożnym życzeniem i czekaniem na dar z nieba (choć sama kreatywność pracowników już takim darem jest), jeśli firma nie “wplecie” równie zgrabnie wspomnianych wyżej elementów w swoje DNA. “Spirala innowacji” musi wchodzić w skład spirali DNA firmy.
Co zrobić, by kreatywność i innowacyjność stały się elementem DNA? Firma musi stworzyć odpowiednią przestrzeń . Nie specjalne działy, ani specjalne miejsca, czy dobór  specjalnych ludzi. Chodzi o klimat, w którym będzie naturalne połączenie odpowiedniego sposobu myślenia i działań z codziennymi operacjami. Słowem kultura innowacji. Ale stworzenie przestrzeni, to nie zostawienie miejsca. Tę przestrzeń trzeba w sposób przemyślany zbudować, zagospodarować oraz umiejętnie nią zarządzać i o nią dbać, jak o każdy inny aspekt działania firmy. I najważniejsze – musi być

spójność między deklaracjami, działaniami i systemem motywacji

Bardzo lakonicznie i celnie ujął te działania Phil McKinney – autor książki “Beyond the Obvious” (poza oczywistością):

  • Daj wyłonić się istniejącym w organizacji liderom kreatywności i ich wspieraj.
  • Motywuj ludzi.
  • Zaszczepiaj pasję.
  • Miej rzeczywisty wpływ z rzeczywistymi efektami

Wówczas nie będzie obaw, że kreatywność i innowacyjność zaginie pośród codziennej “bieżączki”. Stanie się po prostu jej stałym elementem, a nie alternatywą.

Bądźmy w kontakcie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s