Jak zaprzyjaźnić się z problemem… czyli pomyśl, o czym nie pomyślałeś

“Nie można rozwiązać problemu posługując się tym samym sposobem myślenia, który go stworzył”
– Albert Einstein

Fot. Marie-II/flickr.com

Fot. Marie-II/flickr.com

Gdy stykamy się z problemem, w naturalny sposób staramy się natychmiast podrzucić jakiekolwiek rozwiązanie. Tego samego oczekujemy również od innych, gdy zwrócimy się do nich z jakąś kwestią. Zakładamy, że problem jest taki, jakim się nam objawił i jakim go rozumiemy. Uznajemy, że wiemy wszystko, oprócz odpowiedzi. Założenie to niestety przeszkadza nam w rzeczywistym zrozumieniu istoty stojącego przed nami wyzwania.

Pisałem już o odkryciach profesora Daniela Kahnemana („Na początku było pytanie… czyli o oszczędzaniu na myśleniu”), które podważają niezachwianą ufność w racjonalność ludzkiego działania (obowiązujący paradygmat racjonalnego wyboru) i poddają w wątpliwość rzetelność naszego rozumowania przyczynowo-skutkowego. Mówiąc krótko – ulegamy złudzeniom i sugestiom. Tendencyjnie formułujemy problem pod przewidywane, lub preferowane rozwiązanie, albo udajemy, że pytanie brzmiało w sposób, który pasuje do tego, co mamy akurat do powiedzenia. Dodatkowo bardzo łatwo zasugerować nam kierunek szukania odpowiedzi przez sam sposób przedstawienia danej kwestii.

Zauważyłem, że przy omawianiu problemów większość z nas ma tendencję do ujmowania bardzo skrótowo przyczyn i prześlizgiwania się po kwestiach mogących wskazać źródło bolączki. Dla odmiany bardzo się rozwodzimy wyciągając wnioski, zamiast właśnie tutaj skracać i szukać wspólnego mianownika, dostrzegać analogie i symbolikę. Umiejętność analizy i syntezy jest swego rodzaju sztuką, ale także i jej można się nauczyć no i – co najłatwiejsze – dopomóc.

Skupianie się od razu na rozwiązaniu (jakże naturalne) jest zwodnicze i nieefektywne. Natychmiast zamykamy sobie bezwiednie możliwość głębszego poznania problemu, a tym samym pozbawiamy się szansy znalezienia czegoś naprawdę przełomowego.

„Pozostawanie z pytaniem oznacza zgodę na niejednoznaczność, zgoda na niejednoznaczność oznacza otwarcie na różne możliwości”
– Tim Hurson

Warto więc pobyć trochę dłużej z problemem i zweryfikować ile rzeczywiście wiemy, a co nam się tylko zdaje być wiedzą. Choćby po to, by nie wyważać otwartych drzwi, lub by nie walić głową w ścianę, gdy obok jest otwarta przestrzeń.

Naprawdę warto zaprzyjaźnić się z problemem. Spojrzeć wgłąb, wszerz, od dołu, od góry, z boku, z bliska, z daleka, od środka, na powierzchni, rentgenem, sonarem, radarem, jakbyś był ignorantem w swojej dziedzinie, ekspertem w innej, udaj że problem cię nie dotyczy albo po prostu poczuj się samym problemem. Możliwości jest bardzo wiele. Ograniczenia zależą już tylko od stopnia zażyłości z nowym przyjacielem.

Więcej na ten temat w artykule, który opublikowałem na blogu polskiego wydania Harvard Business Review. Zapraszam do lektury:
„Tam gdzie rodzi się ‚aha’, czyli co ma mydło do wiatraka”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s