Idea champions… czyli nie święci garnki lepią

Innowacyjność jest jednym z najczęściej pojawiających się określeń w publikacjach dotyczących biznesu. Wszyscy są zgodni co do jej roli i wszyscy owej innowacyjności poszukują. A kto ma jej dostarczać?

Fot. Diana Robinson / flickr.com

Fot. Diana Robinson / flickr.com

Innowacyjność zwykło się kojarzyć z biznesem i to dużym. Oczywiście koniec końców na innowacyjności robi się biznes, ale chodzi mi o kojarzenie samej możliwości tworzenia innowacyjnych rozwiązań z potęgą machin korporacyjnych, ich zaangażowaniem kapitałowym oraz mocą ich struktur i zarządów. To one rekrutują oraz namaszczają liderów, geniuszy i championów innowacyjności.

To jest tylko jeden z wymiarów innowacji – opisywany i postrzegany przez wielkie “I” i reprezentowany przez wielkie marki, wielkie odkrycia, wielkie nakłady, wielkie zyski. Ale jest też drugi jej wymiar – innowacja przez małe “i”. Polega ona na dostrzeganiu subtelnych szans, proponowaniu niewielkich zmian, na niepozornych udoskonaleniach, drobnych (ale zaskakujących) skojarzeniach.

Duże uwodzą, małe rodzą

Historia cywilizacji i rozwoju technicznego pokazuje, że wiele przełomowych idei miało swój początek w pomysłach na  małe usprawnienia. To właśnie te drugie niosą w sobie największą siłę i potencjał (także ten wyrażany zyskami), gdyż wynikają one z dogłębnej znajomości potrzeb i realiów, zmierzają do praktycznych celów, optymalizują bieżące działania. Nawet jeśli nie staja się bezpośrednio inspiracją do przełomowych pomysłów, to niewątpliwie przyczyniają się do tworzenia warunków, w których  przełomy stają się możliwe.

Choć wykorzystanie innowacji ma wymiar instytucjonalny, to samo jej tworzenie już takie nie jest. Przecież za innowacyjnością stoi indywidualny, osobowy, ludzki wymiar. Stoimy my: ty i ja. Nie ma recepty na innowacje. Nie wynika ona z zastosowania skomplikowanego know-how przez wyspecjalizowanych ekspertów, lecz z podejścia ludzi i klimatu im stworzonego, więc może ona powstać w każdym momencie, z każdej inspiracji, z inicjatywy każdej osoby. Nie stworzy się innowacji bez pomysłów, nie ma pomysłów bez kreatywności, nie ma kreatywności bez wyobraźni. A tego nie mają korporacje, nie da się tego zinstytucjonalizować. To musimy wnieść sami, jako osoby. Nie ma patentu – jest przyzwolenie, odwaga i wyobraźnia. Więc stosuj wyobraźnię.

Jak postrzegamy siebie

Pomysły są jak ludzie: śmiałe, niepozorne, błyskotliwe, wnikliwe, przemyślane, zwariowane, dziwaczne, prowokacyjne, inspirujące, budzące zaciekawienie… i można by długo jeszcze wymieniać. I to właśnie ludzie (a nie organizacje) tworzą pomysły. Nikt nie wie kto może zainicjować przełomowy pomysł i nigdy ty nie wiesz, jaki użytek może być zrobiony z twojego, choćby najnieśmielszego lub najbardziej zwariowanego pomysłu.

Championami innowacji nie muszą być wyselekcjonowani, mianowani i namaszczeni wybrańcy. Każdy jest z natury kreatywny i każdy może wnieść wkład w kreatywność swojej organizacji – niezależnie czy to jest korporacja, własna spółka, czy prywatne przedsięwzięcie.

A jak ty postrzegasz w tym siebie?

Więcej na ten temat w kolejnym artykule na blogu Harvard Business Review Polska, do którego lektury tradycyjnie zapraszam.

http://blogi.hbrp.pl/blog-biznesowy/czas-wystrzelic-sie-w-kosmos-czyli-kreatywni-finansowi/

Advertisements

2 thoughts on “Idea champions… czyli nie święci garnki lepią

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s