Po drugiej stronie lustra… czyli out-of-the-box

„Kreatywność wymaga odwagi by wyjść poza to, co oczywiste”
– Erich Fromm

Fot. Steven Depolo / flickr.com

Fot. Steven Depolo / flickr.com

Obiecałem, w jednym z poprzednich wpisów, poświęcenie kwestii tzw. myślenia out-of-the-box osobnego artykułu. Na pewno każdy z nas zetknął się z tym określeniem, a nawet jeśli nie, to momentalnie wyczuwa, że chodzi o wychodzenie poza utarte schematy i odkrywanie zaskakujących, nowatorskich rozwiązań. Słowem wychodzenie poza szablon prostych odpowiedzi i oczywistych skojarzeń. Sprawa jest na tyle złożona – dotyczy przecież nieszablonowego myślenia –  że postanowiłem ją załatwić w sposób… prosty i oczywisty. Czytaj dalej

Idea champions… czyli nie święci garnki lepią

Innowacyjność jest jednym z najczęściej pojawiających się określeń w publikacjach dotyczących biznesu. Wszyscy są zgodni co do jej roli i wszyscy owej innowacyjności poszukują. A kto ma jej dostarczać?

Fot. Diana Robinson / flickr.com

Fot. Diana Robinson / flickr.com

Innowacyjność zwykło się kojarzyć z biznesem i to dużym. Oczywiście koniec końców na innowacyjności robi się biznes, ale chodzi mi o kojarzenie samej możliwości tworzenia innowacyjnych rozwiązań z potęgą machin korporacyjnych, ich zaangażowaniem kapitałowym oraz mocą ich struktur i zarządów. To one rekrutują oraz namaszczają liderów, geniuszy i championów innowacyjności.

To jest tylko jeden z wymiarów innowacji – opisywany i postrzegany przez wielkie “I” i reprezentowany przez wielkie marki, wielkie odkrycia, wielkie nakłady, wielkie zyski. Ale jest też drugi jej wymiar – innowacja przez małe “i”. Polega ona na dostrzeganiu subtelnych szans, proponowaniu niewielkich zmian, na niepozornych udoskonaleniach, drobnych (ale zaskakujących) skojarzeniach. Czytaj dalej

Zbrodnia doskonała… czyli na tropie killera

“Śmiałe pomysły są jak wystawione figury szachowe: można je zabić, ale mogą też rozpocząć zwycięską rozgrywkę”
– Goethe

Ścieżka rowerowa 2

Fot. D.Olak

Dzisiaj o cichym zabójcy. Trudno go wytropić, bo działa w ukryciu. Nie widzimy go, nie daje ostrzeżeń, nie budzi też podejrzeń … Nie, nie. Nie będzie o nadciśnieniu, wirusowym zapaleniu wątroby czy cholesterolu. Rzecz nie jest też o stresie czy czadzie. Chodzi o skrytych morderców pomysłów (idea killers). Działają cicho jak ninja. Skradają się nieustannie do naszych gabinetów, sal konferencyjnych, miejsc naszych rozmów. Potrafią sie zakraść nawet do naszych głów. Prawie niezauważalnie. Wiedzą o czym rozmawiamy, co zamierzamy – i co najgorsze – wiedzą w jaki czuły punkt uderzyć. Potrafią też skutecznie podszyć sie pod naszych sprzymierzeńców (logikę, przezorność i pokorę) usypiając nasze mechanizmy obronne. Gorzej: sprawiają, że zaczynamy angażować się po ich stronie – stajemy się kreatywni nie w wymyślaniu i rozwijaniu pomysłów, ale w wynajdywaniu sposobów na ich unicestwienie. Czytaj dalej

Recepta na innowacje… czyli hopaj siup!

Jump

Fot. Hamad AL-Mohannna / flickr.com

Zawsze zastanawiało mnie, jak proste, a czasem nawet oczywiste, rozwiązania stoją często za epokowymi wynalazkami. Jak to się dzieje, że coś, na co każdy może wpaść, istnieje niezauważone i musi czekać na swojego wybitnego wynalazcę? Oczywiście wrażenie “prostego chwytu” mamy myśląc o czymś już po fakcie. Widząc jakieś rozwiązanie, które poza oryginalnością, zaskakuje swoją prostotą, myślimy: “no tak, w sumie można było na to wpaść”.

Sprawa ma się zupełnie inaczej, gdy patrzymy w przód. Nic nie jest takie proste i oczywiste. Może wszystko, co mogłoby mieć jakieś zastosowanie i można było na to wpaść, już zostało odkryte? Czy da się coś jeszcze wymyślić? Czytaj dalej

Jak zaprzyjaźnić się z problemem… czyli pomyśl, o czym nie pomyślałeś

“Nie można rozwiązać problemu posługując się tym samym sposobem myślenia, który go stworzył”
– Albert Einstein

Fot. Marie-II/flickr.com

Fot. Marie-II/flickr.com

Gdy stykamy się z problemem, w naturalny sposób staramy się natychmiast podrzucić jakiekolwiek rozwiązanie. Tego samego oczekujemy również od innych, gdy zwrócimy się do nich z jakąś kwestią. Zakładamy, że problem jest taki, jakim się nam objawił i jakim go rozumiemy. Uznajemy, że wiemy wszystko, oprócz odpowiedzi. Założenie to niestety przeszkadza nam w rzeczywistym zrozumieniu istoty stojącego przed nami wyzwania.

Pisałem już o odkryciach profesora Daniela Kahnemana („Na początku było pytanie… czyli o oszczędzaniu na myśleniu”), które podważają niezachwianą ufność w racjonalność ludzkiego działania (obowiązujący paradygmat racjonalnego wyboru) i poddają w wątpliwość rzetelność naszego rozumowania przyczynowo-skutkowego. Mówiąc krótko – ulegamy złudzeniom i sugestiom. Tendencyjnie formułujemy problem pod przewidywane, lub preferowane rozwiązanie, albo udajemy, że pytanie brzmiało w sposób, który pasuje do tego, co mamy akurat do powiedzenia. Dodatkowo bardzo łatwo zasugerować nam kierunek szukania odpowiedzi przez sam sposób przedstawienia danej kwestii. Czytaj dalej

Najpiękniejsze słowo świata – dlaczego?… czyli chodzenie po drabinie

„Niektórzy ludzie postrzegają rzeczy w ich naturalnym stanie i zadają sobie pytanie: Dlaczego? Ja marzę o rzeczach, których nigdy nie było, i mówię sobie: Dlaczego nie?”
– George Bernard Shaw

Fot. Marsmet Tallahassee / flickr.com

Fot. Marsmet Tallahassee / flickr.com

Często myślimy o “burzy mózgów” w kategoriach szukania odpowiedzi. Wszyscy znamy typowy scenariusz działania, gdy mamy do rozwikłania jakiś problem: zbierzmy się i znajdźmy odpowiedź. Jak to się kończy? Zazwyczaj na znalezieniu pierwszego lepszego, zadowalającego rozwiązania i zostajemy z niedosytem, że nie natrafiliśmy na nic przełomowego. To w najlepszym przypadku. Co nie jest zresztą dziwne, bo nasz mózg tak pracuje: chciałeś odpowiedzi, to masz – przejdźmy do innych rzeczy. Czysta ekonomika i to bardzo praktyczna. Jak masz problem typu “gdzie położyłem portfel?”, to po znalezieniu go możesz przejść do kolejnych, zaplanowanych czynności – kwitując krótkim “O, jest” – zamiast dywagować: “A gzie jeszcze mógłby być, gdyby go nie było tam, gdzie był? A gdzie jeszcze?”. To było w najlepszym przypadku. A w najgorszym – stwierdzamy, że coś z nami jest nie tak, albo z całą tą “burzą mózgów”.

Nie szukaj odpowiedzi – same przyjdą

Wystarczy zacząć od szukania odpowiednich pytań. Czytaj dalej

Akcja innowacja… czyli co firma ma w genach

“Jeśli chcesz czegoś nowego, musisz przestać robić coś starego”
– Peter F. Drucker

Co to jest innowacyjność? Według mnie jej definicję można ująć w trzech słowach: urzeczywistnianie nowej wartości. Czyli przekuwanie w realia tego co nowe i wartościowe.

Fot. Christopher S. Penn / flickr.com

Fot. Christopher S. Penn / flickr.com

Oczywiście ta nowa wartość nie bierze się z powietrza (choć podobno banki potrafią właśnie stamtąd kreować ogromne wartości) i stoją za tym konkretne działania ludzi, pozwalające tej nowej wartości zaistnieć. A to z kolei jest możliwe dzięki ich kreatywności, czyli umiejętności tworzenia tego co nowe i użyteczne. Jeśli coś jest nowe – i siłą rzeczy jeszcze tego nie ma – aby zaistnieć, musi najpierw się pojawić w czyjejś wyobraźni. Wychodzi proste równanie:

innowacyjność = wyobraźnia stosowana

Wygląda to tak prosto, ale jednak praktyka pokazuje, że nie jest to takie łatwe, skoro tworzy się wokół tego całe programy, koordynuje działania i angażuje ogromne środki (np. fundusze unijne). Czytaj dalej

Oczekuj nieoczekiwanego… czyli spirala innowacji

„Jeżeli nie oczekujesz nieoczekiwanego, nieoczekiwanego nie znajdziesz, gdyż trudno je wytropić i objąć”
– Heraklit (tłum. Adam Czerniawski)

Fot. Martin Haesemeyer

Fot. Martin Haesemeyer

By osiągnąć cel w przyszłości, trzeba ją najpierw zobaczyć w swojej wyobraźni – tak pisałem w jednym z poprzednich artykułów („Wizja i zmiany… czyli jak nie przegapić okazji”). No dobrze – można by powiedzieć – co innego odkrywcy, poszukiwacze, czy marzyciele, a co innego pragmatyczna praktyka biznesu. Wiadomo firmy żyją z robienia tego co potrafią najlepiej. Każdy z pracowników stara się robić jak najlepiej to, czego oczekuje od niego firma.  Dzięki temu firmy się umacniają, pracownicy awansują, rosną przychody i zadowolenie – jednych i drugich. Nie ma wątpliwości. Ale nie ma też wątpliwości, że firmy rozwijają się dzięki adaptacji do zmieniających się warunków. A prawdziwą przewagę zyskują te firmy, które do zmiany są zawczasu przygotowane. Jak np. Shell w okresie potężnego kryzysu paliwowego w l. 70-tych (embargo krajów OPEC na dostawy ropy). Wygrywają zaś ci, którzy potrafią te zmiany sprokurować – jak Sony z radiem tranzystorowym, walkmanem, czy płytą CD. Do tego profesjonalizm, rzetelność i perfekcja w codziennej praktyce nie wystarczą. Nie oznacza to, że potrzeba jasnowidzów, by być w tej grupie wybrańców. Rzecz w aktywnym poszukiwaniu przyszłości, a raczej możliwego w przyszłości rozwoju wydarzeń i związanych z nimi wyzwań oraz podążaniu w kierunku potencjalnych odpowiedzi i rozwiązań („Jak tworzyć wizję…”) .

Czytaj dalej

Na początku było pytanie… czyli o oszczędzaniu na myśleniu

 

“Komputery są do niczego. Mogą tylko dawać odpowiedzi”
– Pablo Picasso

Fot. cristinacosta / flickr.com

Fot. cristinacosta / flickr.com

No właśnie, świat byłby strasznie nudny i… (tu praktycznie można podstawić dowolny pejoratywny przymiotnik) gdyby nie naturalna skłonność ludzka do zadawania pytań. Jakby nie było, jest to jedna z cech odróżniających nas od reszty stworzeń. Powinniśmy więc dumnie i z pasją korzystać z tego dobrodziejstwa. A najlepsze w tym jest to, że im więcej uzyskujemy odpowiedzi, tym więcej rodzi się pytań. Żyć nie umierać. Jak to działa w naturalny sposób chyba każdy dobrze wie – wystarczy popatrzeć na dzieci.Pamiętacie jak to było, gdy byliście dziećmi? Chyba już nie za bardzo, co? Ale za to każdy kto ma dzieci, lub styczność z nimi, wie że bardzo szybko staje się utrapieniem odpowiadanie na niezliczone “dlaczego”. No właśnie – szybko tracimy cierpliwość, zamiast samemu podążać za tokiem dziecięcej ciekawości.  Męczy nas to, bo przecież wszystko jest wiadome, nie trzeba się zastanawiać, wyjaśnianie może prowadzić do innych pytań, a to może zmęczyć. Wygląda na to, że z wiekiem zaczynamy hołdować zasadzie – lepiej za dużo nie pytać i wiedzieć swoje. Jak się wie, to po co pytać, a jak się nie wie – to głupio jakoś. Dziecku można wybaczyć – jak wiele rzeczy – ale dorosłemu już nie. Swoją drogą musi to być głęboko zakorzenione w naszej tradycji i genach skoro ukuliśmy sobie zwrot – napytać biedy. Kto pyta niechybnie dostanie po uszach. Ale przecież wszystko jest dla nas wiadome, bo sami kiedyś zadawaliśmy pytania, albo zadawali je inni i konsekwentnie szukali odpowiedzi. Od pytań wszystko się zaczęło.

“Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny […] Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć”
– Albert Einstein

Czytaj dalej

Wizja i zmiany… czyli jak nie przegapić okazji

Illinois State Fair_Christine Zenino

Fot. Christine Zenino

Do napisania tego artykułu sprowokowała mnie sytuacja z życia wzięta. Otóż usłyszałem kiedyś argument – w trakcie dyskusji w pewnej firmie na temat podjęcia nowego działania – będący odpowiedzią na pytanie jaka wizja za tym stoi: “wielkie biznesy nie powstają w wyniku wymyślania za biurkiem wizji, tylko przez chwytanie okazji”.
Bardzo byłem wdzięczny za tą prawdę, która uświadomiła mi coś, co czułem intuicyjnie, ale jakoś do tej pory tego nie uchwyciłem tak dokładnie. Otóż uzmysłowiło mi to, że istnieje pewna wyraźna

granica dzielącą wielkiego przedsiębiorcę od przeciętnego kupca

Wiadomo – rentowny biznes musi, koniec końców, być sumą okazji przewyższającą działania neutralne finansowo, bądź chybione. Inaczej nie byłby rentowny. Ale skupianie się na samym łapaniu nadarzających się okazji i skakaniu od jednej do drugiej, wprowadza nas w mentalność czysto kupiecką. Wielkie biznesy zawsze były i są nierozerwalnie związane z wizją. Ona pozwala znajdować sposobności w drodze ku wytyczonemu celowi, a i każda napotkana sposobność – by nie była jednorazową okazją – powinna stawać się elementem wizji. Kupiec pilnuje, by nie przegapić okazji, wizjoner je po prostu tworzy. Poza tym

wizji się nie wymyśla – ją się widzi

“ Wizja bez działania to mrzonka, działanie bez wizji to koszmar ”
– anonim

Czytaj dalej