Idea champions… czyli nie święci garnki lepią

Innowacyjność jest jednym z najczęściej pojawiających się określeń w publikacjach dotyczących biznesu. Wszyscy są zgodni co do jej roli i wszyscy owej innowacyjności poszukują. A kto ma jej dostarczać?

Fot. Diana Robinson / flickr.com

Fot. Diana Robinson / flickr.com

Innowacyjność zwykło się kojarzyć z biznesem i to dużym. Oczywiście koniec końców na innowacyjności robi się biznes, ale chodzi mi o kojarzenie samej możliwości tworzenia innowacyjnych rozwiązań z potęgą machin korporacyjnych, ich zaangażowaniem kapitałowym oraz mocą ich struktur i zarządów. To one rekrutują oraz namaszczają liderów, geniuszy i championów innowacyjności.

To jest tylko jeden z wymiarów innowacji – opisywany i postrzegany przez wielkie “I” i reprezentowany przez wielkie marki, wielkie odkrycia, wielkie nakłady, wielkie zyski. Ale jest też drugi jej wymiar – innowacja przez małe “i”. Polega ona na dostrzeganiu subtelnych szans, proponowaniu niewielkich zmian, na niepozornych udoskonaleniach, drobnych (ale zaskakujących) skojarzeniach. Czytaj dalej

Na koniec świata i jeszcze dalej… czyli lider w piaskownicy

“prowadź mnie lub podążaj za mną, albo zejdź mi z drogi”
– generał George S. Patton

Fot. Barney Moos / flickr.com

Fot. Barney Moos / flickr.com

Przypomniał mi się ten cytat, gdy obserwowałem grupę bawiących się dzieci. Dość nieoczekiwane skojarzenie – jak początkowo pomyślałem – ale zaraz potem przyszła zaskakująca refleksja. Nagle luźne przemyślenia na temat liderowania i przywództwa: częściowo już spisane (choćby tu czy tutaj), a po części czekające na “spinający” (jak klamra) motyw, poukładały się w spójną całość. Miałem swoją klamrę.

Czytaj dalej

Akcja innowacja… czyli co firma ma w genach

“Jeśli chcesz czegoś nowego, musisz przestać robić coś starego”
– Peter F. Drucker

Co to jest innowacyjność? Według mnie jej definicję można ująć w trzech słowach: urzeczywistnianie nowej wartości. Czyli przekuwanie w realia tego co nowe i wartościowe.

Fot. Christopher S. Penn / flickr.com

Fot. Christopher S. Penn / flickr.com

Oczywiście ta nowa wartość nie bierze się z powietrza (choć podobno banki potrafią właśnie stamtąd kreować ogromne wartości) i stoją za tym konkretne działania ludzi, pozwalające tej nowej wartości zaistnieć. A to z kolei jest możliwe dzięki ich kreatywności, czyli umiejętności tworzenia tego co nowe i użyteczne. Jeśli coś jest nowe – i siłą rzeczy jeszcze tego nie ma – aby zaistnieć, musi najpierw się pojawić w czyjejś wyobraźni. Wychodzi proste równanie:

innowacyjność = wyobraźnia stosowana

Wygląda to tak prosto, ale jednak praktyka pokazuje, że nie jest to takie łatwe, skoro tworzy się wokół tego całe programy, koordynuje działania i angażuje ogromne środki (np. fundusze unijne). Czytaj dalej

Oczekuj nieoczekiwanego… czyli spirala innowacji

„Jeżeli nie oczekujesz nieoczekiwanego, nieoczekiwanego nie znajdziesz, gdyż trudno je wytropić i objąć”
– Heraklit (tłum. Adam Czerniawski)

Fot. Martin Haesemeyer

Fot. Martin Haesemeyer

By osiągnąć cel w przyszłości, trzeba ją najpierw zobaczyć w swojej wyobraźni – tak pisałem w jednym z poprzednich artykułów („Wizja i zmiany… czyli jak nie przegapić okazji”). No dobrze – można by powiedzieć – co innego odkrywcy, poszukiwacze, czy marzyciele, a co innego pragmatyczna praktyka biznesu. Wiadomo firmy żyją z robienia tego co potrafią najlepiej. Każdy z pracowników stara się robić jak najlepiej to, czego oczekuje od niego firma.  Dzięki temu firmy się umacniają, pracownicy awansują, rosną przychody i zadowolenie – jednych i drugich. Nie ma wątpliwości. Ale nie ma też wątpliwości, że firmy rozwijają się dzięki adaptacji do zmieniających się warunków. A prawdziwą przewagę zyskują te firmy, które do zmiany są zawczasu przygotowane. Jak np. Shell w okresie potężnego kryzysu paliwowego w l. 70-tych (embargo krajów OPEC na dostawy ropy). Wygrywają zaś ci, którzy potrafią te zmiany sprokurować – jak Sony z radiem tranzystorowym, walkmanem, czy płytą CD. Do tego profesjonalizm, rzetelność i perfekcja w codziennej praktyce nie wystarczą. Nie oznacza to, że potrzeba jasnowidzów, by być w tej grupie wybrańców. Rzecz w aktywnym poszukiwaniu przyszłości, a raczej możliwego w przyszłości rozwoju wydarzeń i związanych z nimi wyzwań oraz podążaniu w kierunku potencjalnych odpowiedzi i rozwiązań („Jak tworzyć wizję…”) .

Czytaj dalej

Wizja i zmiany… czyli jak nie przegapić okazji

Illinois State Fair_Christine Zenino

Fot. Christine Zenino

Do napisania tego artykułu sprowokowała mnie sytuacja z życia wzięta. Otóż usłyszałem kiedyś argument – w trakcie dyskusji w pewnej firmie na temat podjęcia nowego działania – będący odpowiedzią na pytanie jaka wizja za tym stoi: “wielkie biznesy nie powstają w wyniku wymyślania za biurkiem wizji, tylko przez chwytanie okazji”.
Bardzo byłem wdzięczny za tą prawdę, która uświadomiła mi coś, co czułem intuicyjnie, ale jakoś do tej pory tego nie uchwyciłem tak dokładnie. Otóż uzmysłowiło mi to, że istnieje pewna wyraźna

granica dzielącą wielkiego przedsiębiorcę od przeciętnego kupca

Wiadomo – rentowny biznes musi, koniec końców, być sumą okazji przewyższającą działania neutralne finansowo, bądź chybione. Inaczej nie byłby rentowny. Ale skupianie się na samym łapaniu nadarzających się okazji i skakaniu od jednej do drugiej, wprowadza nas w mentalność czysto kupiecką. Wielkie biznesy zawsze były i są nierozerwalnie związane z wizją. Ona pozwala znajdować sposobności w drodze ku wytyczonemu celowi, a i każda napotkana sposobność – by nie była jednorazową okazją – powinna stawać się elementem wizji. Kupiec pilnuje, by nie przegapić okazji, wizjoner je po prostu tworzy. Poza tym

wizji się nie wymyśla – ją się widzi

“ Wizja bez działania to mrzonka, działanie bez wizji to koszmar ”
– anonim

Czytaj dalej

Jak tworzyć wizję… czyli historia jednej rzeźby

David (reproduction)_Theron LaBounty_CC BY-NC-SA 2.0

Fot. Theron LaBounty

Wątek poświęcony zarządzaniu postanowiłem zacząć – jak radzi stare, mądre porzekadło ( nie pamiętam już, czy hydraulików, czy artylerzystów) – z grubej rury. Czyli od wizji. Jak się tworzy wizję firmy? Na ten temat można znaleźć masę opracowań i mądrych porad (wpisanie w wyszukiwarkę „jak tworzyć wizję” daje ponad pół miliona odnośników – tylko po polsku). Ja od siebie powiem krótko – nie ma tu mądrych. Po prostu wizję trzeba mieć. Albo się ją ma, albo nie. Jak się nie ma, trzeba sprzymierzyć się z kimś kto ją ma i nas nią zarazi. Jak się ma trzeba zarażać nią innych. Koniec, kropka. Wspomniane porady podają oczywiście bardzo słuszne złożenia, wytyczne, przykłady, a czasem rozpisaną szczegółowo receptę od a do z. Ale to jest jak z poradnikami typu „jak napisać bestseller?”. Zazwyczaj bestsellerem są same poradniki i na tym się kończy. Często przytacza się też przykłady wielkich przedsiębiorców, dla podparcia przedstawianych „receptur”, ale według mnie opisują one jak ich wielkie wizje były wyrażane i realizowane, a nie skąd się wzięły. Na to recepty dać nie można.

Czytaj dalej